Reklama sponsorowana
gazeta_trzebinska_3

Choć burmistrz Adam Adamczyk od dawna zmagał się z chorym sercem i niemal od początku tej kadencji rzadko bywał w urzędzie, wydawało się, że jest ze stali. Jego śmierć jest wielkim ciosem dla rodziny, bliskich i współpracowników. Miał wielu przyjaciół, kilku wrogów, ale w sercach wszystkich zostanie zapamiętany jako dobry wujek Adam.

– Dzień jego śmierci jest jednym z najtrudniejszych w moim życiu. Adam Adamczyk był nie tylko wielkim autorytetem, ale przede wszystkim – ciepłym i wspaniałym człowiekiem. Wiedzą to wszyscy, którzy znali go osobiście, którzy pracowali z nim na co dzień. Ja miałem zaszczyt być jednym z jego najbliższych współpracowników. To był najlepszy czas w moim zawodowym życiu.

Od miesiąca oficjalnie to Pan przejmował stery, bo burmistrza nie było w urzędzie dłużej niż miesiąc…

– Kilka dni temu rozmawiałem z Burmistrzem telefonicznie o naszych gminnych sprawach, bo Szef, jak prawdziwy gospodarz, lubił zawsze nad wszystkim czuwać – nawet wówczas, gdy czuł się nie najlepiej. Dopytywał o wiele tematów, a rozmowę zakończył zdaniem: „Jarek, przypilnuj tego, bo wiem, że sobie poradzisz”. Odpowiedziałem, jak zwykle: „Tak jest Szefie”. Nie wiedziałem wówczas, że będzie to jedna z naszych ostatnich rozmów. Dziś chciałem publicznie zadeklarować: Szefie, dotrzymam obietnicy i nie zawiodę. Dziękuję za wszystko.

Burmistrz Adam Adamczyk przedstawiając Pana te trzy lata temu jako swego zastępcę powiedział wprost: To będzie przyszły burmistrz i zrobię wszystko, by przejął po mnie ten fotel. Od razu pojawiły się komentarze, że trafił Pan tam jako syn przyjaciela burmistrza.

– To było dla mnie wielkie wyróżnienie, że dostrzegł we mnie potencjał. Ale trzeba pamiętać, że stanowiska burmistrza nie zdobywa się poprzez „namaszczenie”, ale przez codzienną ciężką pracę na rzecz mieszkańców. Szanowałem burmistrza Adamczyka, choć w niektórych kwestiach mocno się różniliśmy. A to, że burmistrz i mój ojciec się znali i szanowali nie ma nic wspólnego z moją nominacją, bo musiałem podjąć niełatwą decyzję o rezygnacji z biznesu i zostaniu samorządowcem. Ciężko pracowałem od najmłodszych lat zaczynając w firmie taty. Przeszedłem przez wszystkie szczeble, od tego najniższego. Harowałem godząc pracę ze studiami. Nauczyłem się pokory, dyscypliny i konsekwencji.

Ale nie ukrywa Pan, że wsiąknął w politykę i zamierza startować w jesiennych wyborach.

– W obecnej sytuacji traktuję decyzję o starcie w wyborach jako zobowiązanie wobec świętej pamięci burmistrza. Czuję też, że jestem dobrze przygotowany do sprawowania tej funkcji i zawdzięczam to w dużej mierze właśnie burmistrzowi Adamczykowi. Jednocześnie z olbrzymią pokorą podchodzę do tego stanowiska – szefa gminy wybierają mieszkańcy oceniając dotychczasową działalność danej osoby. Chętnie poddam się ich weryfikacji. Robiłem i zawsze będę robił wszystko, aby zmieniać Trzebinię na lepsze. Kiedyś była to przemysłowa twierdza. Dziś niestety potrzeba bardzo wiele pracy, by przywrócić tamten potencjał. Moim głównym celem jest sprawienie, by młodzi nie musieli wyjeżdżać z Trzebini w poszukiwaniu pracy. Nie zamierzam jednak zdradzać jeszcze szczegółów mojego programu wyborczego.

 Zatrzymajmy się zatem na chwilę przy burmistrzu Adamczyku. Nie jest tajemnicą, że jego stan zdrowia od dawna nie był najlepszy. Więcej nie było go w urzędzie niż był. Wiele nieprzychylnych mu osób od dawna mówiło o tym, że powinien zrzec się stanowiska.

 – Od kilku lat problemy zdrowotne burmistrza nie były żadną tajemnicą, a mimo to mieszkańcy po czteroletniej przerwie zdecydowali się znowu powierzyć mu olbrzymi mandat zaufania. Każdy dobry i doświadczony burmistrz wie, że gminą zarządza się tworząc zgraną drużynę i że nie wszędzie niezbędna jest obecność głównego szefa. Delegacja zadań to także forma zaufania okazywana swoim zastępcom i innym osobom, z którymi się współpracuje.  Dziś wszyscy złośliwi powinni uderzyć się w pierś. Burmistrz całe swoje życie oddał tej gminie i do końca, nawet będąc w klinice podejmował ważne decyzje. To był polityk z powołania. Uczciwy, pracowity i wierny mieszkańcom i swej ukochanej Trzebini do końca.

Mieszkańcy Trzebini żyją teraz dwoma sprawami. Spalarnią odpadów, którą Tauron zamierza uruchomić dostosowując do tego Elektrownię w Sierszy oraz planowaną budową obwodnicy w Psarach. Pana przeciwnicy twierdzą, że na budowie tej drogi przez Psary szczególnie Panu zależy, bo przez ostatnie lata skupował Pan tam ziemie od ludzi, by teraz zarobić fortunę…

– To oszczerstwa i kłamstwa. Nie mam w Psarach ani jednej działki. Ani ja ani moja żona, rodzina dalsza czy bliższa. Ktoś w brzydki sposób rzuca oskarżenia, a przecież wystarczy zapytać miejscowych.

A wie Pan kto tak bardzo Pana nie lubi?

– Domyślam się. Są osoby, które będą chciały mnie zdyskredytować w oczach ludzi, bo sami mają chrapkę na fotel burmistrza. Czasem trudno walczyć z tak absurdalnym i anonimowym hejtem. Warto też zwrócić uwagę, że wszyscy brutalnie atakujący na ogół robią to anonimowo. Ja działam publicznie z otwartą przyłbicą i mam prosty plan: praca, praca i jeszcze raz praca. Do wyborów, niezależnie od tego, że zapewne już nie z pozycji wiceburmistrza, nie zamierzam zwalniać tempa i nadal będę udowadniać, że Trzebinię mam w sercu. I że działalność na rzecz mieszkańców to moja pasja i droga, którą świadomie wybrałem przechodząc kilka lat temu z własnej firmy do samorządu. A efekty ocenią na jesień mieszkańcy naszej gminy.

Rozmawiała Magdalena Balicka

Reklama sponsorowana 1
gazeta_trzebinska_1

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj