Reklama sponsorowana
gazeta_trzebinska_3

W moim archiwum są dwa zdjęcia Jasi zrobione z okazji  I Komunii Świętej. Jedno grupowe – zrobione przed kościołem Piotra i Pawła, a drugie, na którym jest sama, wykonane w zakładzie fotograficznym. Sęk jednak w tym, że na każdym z nich moja Mama wygląda zupełnie inaczej. Na tym grupowym ma krótkie włoski. Wydaje mi się, że jest ubrana skromniej niż większość z pozostałych 47 dziewczynek, które w tym dniu przystąpiły do Pierwszej Komunii. Co prawda jedna z nich ma na sobie zwykły mundurek szkolny, ale inne są tak bardziej – „na bogato”. Na głowach wianuszki, welony, dłuższe, pewnie specjalnie zapuszczane włosy, w rękach białe lilie, a Jasia – jak jakiś, za przeproszeniem, wypłosz (Stoi pierwsza z prawej w trzecim rzędzie od góry).
Natomiast to zdjęcie, na którym jest sama, przedstawia już Jasię – okularnicę  (a okulary zaczęła nosić właśnie w drugiej klasie).

Ma dłuższe włosy, które swój skręt zawdzięczają zapewne papilotom z papieru, w których fałszywa pierwszokomunistka spędziła poprzednią noc. Tak – fałszywa, bo to wcale nie była jej pierwsza Pierwsza Komunia.

Moja mama była bardzo bystrą dziewczynką. W domu mówiło się, że może wybuchnąć  wojna, że czasy są niepewne. Pierwszoklasistka przysłuchiwała się tym rozmowom dorosłych i  bardzo się bała, że za rok może nie zdążyć przystąpić do Najświętszego Sakramentu. Podobno tak długo męczyła księdza przygotowującego dzieci do Komunii, że ten dał jej szansę i po pomyślnym zaliczeniu egzaminu  pozwolił, aby rok wcześniej, w 1938 roku przyjęła Pierwszą Komunię. Nie wiem, który to był ksiądz – pewnie jeden z tych uwiecznionych na zdjęciu. Niestety nie wiem też, kiedy dokładnie miało miejsce to ważne wydarzenie  – nie zachował się pamiątkowy obrazek ani z pierwszego, ani z drugiego „podejścia”. Zapewne w maju lub w czerwcu. Najprawdopodobniej we środę – najczęściej w tym właśnie dniu tygodnia urządzano tę uroczystość. Nie było jakichś szczególnych prezentów, torba cukierków była szczytem marzeń. A po kościele dzieci usiadły na ławkach przy długich stołach i spałaszowały babkę popijając ją gorącym kakao, przygotowanym przez siostry zakonne i mamy. Ot, i całe przyjęcie.

Kiedy rok po tej pierwszej Pierwszej Komunii okazało się, że wojna nie wybuchła, małej Jasi było strasznie żal, że jej rówieśnicy mają teraz to święto. W związku z tym, tak sobie to układam, pozwolono jej na powtórne uroczyste przyjęcie Komunii, a że nie była to dla niej Pierwsza Komunia, to już inna sprawa. Babka i kakao pewnie smakowały równie dobrze, jak rok wcześniej.
A potem już tylko zakończenie roku po drugiej klasie, wakacje i 1 września 1939.

Violetta Zakrzewska

Reklama sponsorowana 1
gazeta_trzebinska_1

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj