Kategorie
Aktualności Gazeta Trzebinska Trzebinia

#Trzebinia. Protestują w sprawie budowy świateł przy ulicy Piłsudskiego. Mieszkańcy: “Nie takiego rozwiązania oczekiwaliśmy”. Miasto wycofa się z projektu?

Kontrowersyjna decyzja o przebudowie skrzyżowania może zakończyć się falstartem dla Burmistrza Jarosława Okoczuka, bowiem mieszkańcy nie akceptują koncepcji, którą Gmina wraz z Zarządem Dróg Wojewódzkich w Krakowie obrała. Stracą mieszkańcy sąsiadujących domów i straci jakość ruchu drogowego.

Za blisko 2,7 mln złotych w obrębie ulic Piłsudskiego i Kościelnej jest koncepcja przebudowania skrzyżowania oraz powstanie sygnalizacji świetlnej. Projekt inwestycji już budzi sprzeciw mieszkańców i rady osiedla. Nie przeprowadzono z nami żadnych konsultacji – twierdzą. Oczekują spotkania z Katarzyną Węgrzyn-Madei dyrektor ZDW, a także interwencję ze strony senatora Andrzeja Pająka, który już wcześniej angażował się w sprawy osiedla.

Burmistrz nie uczestniczył w spotkaniu, twierdząc, że to pomysł ZDW i to z nimi należy prowadzić dyskusję. Opozycja w radzie miejskiej odpowiada – to właśnie sprawa miasta, bo ma dołożyć setki tysięcy złotych.

Będą lewo i prawo skręty, będzie sygnalizacja miejska, będą oświetlone przejścia dla pieszych, jednym słowem będzie wszystko, ale pomysłowi zarzuca się nieproporcjonalną do miejsca skalę.

Uważam, że powinniśmy powrócić do pierwotnych planów budowy małego ronda w tym miejscu – odpowiada na pytania mieszkańców przewodnicząca rady osiedla Marzena Jewuła. Nie zgadzamy się z pominięciem strony społecznej. To nie nasza koncepcja, którą zaproponowaliśmy w ramach konsensusu – dodaje. To przepychanka polityczna pomiędzy dwoma Panami – rzuca enigmatycznie radna osiedlowa.

Budowa sygnalizacji pod obstrzałem. Problemem nie korki a brawurowa jazda.

Mieszkańcy wystosowali pismo do władz z prośbą o ponowne przeanalizowanie zasadności przebudowy skrzyżowania w takim wariancie. Proszą o ponowne rozpatrzenie pomysłów, które mają minimalny wpływ na ingerencję w działki prywatne, jak i intensyfikacje robót budowlanych. W zaproponowanym kształcie dojdzie do znacznego pogorszenia się warunków ruchu drogowego w tym miejscu – zaznaczają. To także mocno przeszacowane koszty, jakie poniesie Gmina, a które można uniknąć. Warto dodać, że przy okazji pierwszych planów budowy sygnalizacji, która szacowana była na 300 tysięcy złotych, podział kosztów na pół, był wyraźnie nie do udźwignięcia przez budżet miasta. Teraz wkład własny wzrósł ponad 5-krotnie.

Racjonalność czy megalomania?

Według urzędników i władz miasta, takie rozwiązanie przyczyni się do poprawy sprawności funkcjonowania układu transportowego i zwiększenia bezpieczeństwa dla pieszych i kierujących na tym odcinku. To absurd – twierdzą mieszkańcy i przytaczają negatywne następstwa projektu w tej formule. Konsekwencją będzie pogorszenie płynności ruchu, które już teraz ma miejsce w godzinach szczytu, ale również uciążliwości związane z dużą emisją spalin, hałasem a co najgorsze ingerencją w pas prywatnych posesji.

To nie jest miejsce, w którym powstaną imponujące inwestycje mieszkaniowe czy przemysłowe, wymagające solidnej sygnalizacji i rozładowania ruchu. Skończy się na utopieniu setek tysięcy w projekt, który będzie można porównać do absurdalnych świateł na trzebińskiej Górce- komentują mieszkańcy. Ruch na drodze krajowej na pewno odciążyłby pomysł ówczesnego p.o Burmistrza – Grzegorza Żuradzkiego zakładający budowę drogi pomiędzy osiedlem Widokowym a Myślachowicami wraz z nitką wychodzącą na ulicę Grunwaldzką.

Maria i Piotr Knapik są przerażeni wizją Burmistrza. Mieszkają w samym centrum proponowanej koncepcji, która zagraża ich parceli. Pas drogowy znajdzie się niecałe 1,5 m od domu. Przebudowa skrzyżowania wiązałaby się dla nich z wyburzeniem dużego kamiennego ogrodzenia oraz wycięcie dorodnych iglaków, które w tej chwili tłumią hałas i wyłapują część zanieczyszczeń, a dzięki gęstemu nasadzeniu dają poczucie prywatności. Na takie rozwiązanie nie wyrażamy zgodny – dodają. Swoją propozycję zmian nakreślili przy okazji spotkania z wiceburmistrzem Mirosławem Cholewą i naczelnikiem Jackiem Rabiaszem. Zasugerowali możliwość przesunięcia wyjazdu na tyle, żeby nie kolidowało to z istniejącą zabudową, a ewentualnie nachodziło na niezabudowaną działkę po drugiej stronie ulicy, co także wiązałoby się z uzyskaniem zgody właściciela na wykupienie przez Gminę, jednak bez wyraźnej dewastacji mienia. Przypominają o trzy krotnym odstępowania pasa ziemi na poczet poprzednich inwestycji drogowych. – Tutaj już naprawdę nie ma czego wziąć – dodaje właściciel posesji.

Oberwało się byłemu radnemu Tadeuszowi Adamczakowi.

Strona mieszkańców zaznacza jednak, że cały chaos z tym spowodowany zawdzięczają ówczesnemu radnemu i zagorzałemu zwolennikowi sygnalizacji w tym miejscu. Mają żal wobec braku informacji o potrzebie przekazania części działek pod budowę i skrzętne omijanie tego istotnego z perspektywy czasu szczegółu.

Idiotów za kółkiem nie brakuje!

Pamiętamy wiele tragicznych wypadków w tym miejscu. Jeden raz motocyklistę, młodego chłopaka, który zawinął się na drzewie, innym razem mieszkańca tej samej ulicy, który z impetem wjechał w drzewo, ponosząc tego srogie konsekwencje po dziś dzień. Zakładam, że to tylko szczęście, że nikt w tym czasie tamtędy nie przechodził i nie było ofiar śmiertelnych – mówi jedna z mieszkających przy skrzyżowaniu osób. Tutaj nie chodzi o wydumane wizje i szukanie na siłę różnych problemów, a faktyczne ograniczenie prędkości na odcinkach 200 lub 300 m przed łukami do satysfakcjonujących 40 km/h.

Piotr Majcherczyk od lat konsekwentnie analizuje problem tej drogi i od lat toczy batalie z urzędem. Ma wypracowane gotowe rozwiązanie, które jest nie tylko tanie, ale nie wymagające masowych robót budowlanych. Tym rozwiązaniem jest fotoradar.

Główny Inspektorat Transportu Drogowego – Delegatura Południowa już w 2017 roku, zdecydował o przydziale urządzeń, i potrzebie umiejscowienia fotoradaru w ciągu drogi 79. Urządzenie mogło powstać w bliskim sąsiedztwie przystanku autobusowego. Jego koszt był wówczas szacowany na 200 tys. złotych. Decyzją, taki wydatek znalazł się na liście do realizacji, ale brakowało pieniędzy. Dokumenty są, a nikt nic nie robi, każdy umywa ręce i – co gorsza – odpowiedzialności – denerwuje się Piotr Majcherczyk. Policja natomiast nie widzi potrzeby ograniczenia prędkości w tym miejscu, powołując się na dane, z których wynika, że wypadki zdarzają się niezwykle rzadko. Mieszkańcy zaznaczają, że od godziny 17, rozpoczyna się prawdziwy rajd po drogach.

Inwestycja pokryta będzie w dużej mierze ze środków Zarządu Dróg Wojewódzkich w Krakowie, bo Ci wyłożą 1,8 mln złotych, natomiast część partycypacyjna spoczywająca na Gminie Trzebinia wyniesie “jedynie” 800 tysięcy. Tyle może dołożyć Burmistrz. Pytanie skąd, ponieważ zabezpieczone środki na tę realizację w 2021 wyniosły zaledwie 109 120 tys. złotych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.