Reklama sponsorowana
gazeta_trzebinska_3

Stalexport Autostrady w pierwszym kwartale 2018 roku miał 33,6 mln zł zysku netto przypadającego akcjonariuszom jednostki dominującej oraz 46,6 mln zł zysku operacyjnego – wynika z szacunków spółki.  – W ciągu 5 lat zyski wyniosły netto 573 mln zł, a to oznacza, że każdy jeden metr tej autostrady przyniósł na czysto ponad 9 500 zł zysku – podaje źródło niewygodne.info.pl.

Wobec powyższego, nie cichną komentarze nawołujące do natychmiastowego upaństwowienia autostrad. A zarzuty  są mocne. Monopol i horrendalnie drogie opłaty za korzystanie z tychże w stosunku do krajów Europy Zachodniej. Największe kontrowersje budzi tajna umowa na zarządzanie 60 kilometrowym odcinkiem autostrady A4 między Katowicami  a Krakowem przez spółkę Stalexport Autostrady S.A – na mocy której 19 września 1997 spółka zawarła umowę ze Skarbem Państwa. Próbę odtajnienia dokumentu obiecywał minister infrastruktury Andrzej Adamczyk – jednak bezskutecznie. Temat został zawieszony.

Zawartość umowy koncesyjnej Stalexportu budzi od lat ciekawość, szczególnie wątpliwości dotyczące zawarcia w niej zapisów, że w pasie 30 km od A4 nie powstanie żadna droga, pozwalająca sprawnie i bezpiecznie ominąć pobór opłat czy dowolność w ustalaniu cen za przejazd. Umowa wygasa dopiero w 2027 roku.

Skalę braku elementarnych zasad wobec klientów autostrady można było zauważyć w latach 2016-2017 przy okazji remontu nawierzchni. Wówczas Stalexport nie obniżył cen za przejazd.

A4 wybudowano częściowo ze środków publicznych, a częściowo za kredyty z poręczeniem rządu. Pierwszą umowę koncesyjną podpisał na kilka dni przed przegranymi wyborami rząd SLD (1997 rok). Potem kilka aneksów do umowy koncesyjnej, które wypaczyły sens przekazywania pod zarząd prywatnej spółki państwowej autostrady, podpisywał rząd Jerzego Buzka (AWS-UW). Ostatni tajny aneks do umowy koncesyjnej podpisywał minister rządu SLD Jan Ryszard Kurylczyk.

Jaworznicki Jeleń bez węzła

– Otwarcie brakujących relacji w węźle Jeleń umożliwiłoby omijanie przez kierowców placu poboru opłat Brzęczkowice i naraziłoby koncesjonariusza na straty – pisze Tadeusz Jarmuziewicz.

Jak zastrzega Jarmuziewicz umowa dopuszcza ujawnienie osobom trzecim przedmiotowej umowy, po uprzednim wyrażeniu zgody przez drugą ze stron umowy.

To obrazuje skalę patologii jaka drąży nasz region – nawołują kierowcy.

Filip Lach

Reklama sponsorowana 1
gazeta_trzebinska_1

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj