Kategorie
Gazeta Trzebinska

Wywłaszczony jak Trzebinianin

Wielu mieszkańcom Trzebini już niedługo towarzyszyć będzie znaczny stres i niepewność. Wykup gruntów i wywłaszczenia z dorobku pokoleń – tym żyją mieszkańcy Centrum, Wodnej, Gór Luszowskich, Salwatora i Młoszowej.

Kolej Dużych Prędkości w Starej Maszynie

Obecnie rozstrzygają się procedury towarzyszące inwestycjom Skarbu Państwa, związane z budową tzw. szprych kolejowych Centralnego Portu Komunikacyjnego – flagowego projektu infrastrukturalnego PiS. Jedna ze szprych przebiegać ma przez Sierszę. Budowa linii kolei dużych prędkości przez środek Starej Maszyny, w praktyce oznacza wysiedlenia i likwidację osiedla. W marcu 2020 roku zakończył się pierwszy etap konsultacji społecznych. W ich ramach, mieszkańcy i instytucje mogły zgłaszać uwagi do projektowanych wariantów przebiegu linii. Wówczas dla projektowanej linii 111, mającej połączyć granicę z Czechami, z zaplanowanym w Sławkowie nowym Węzłem Śląsko-Małopolskim, uwagi zgłosił Burmistrz Jarosław Okoczuk, radny Grzegorz Żuradzki i Emil Krawczyk ze Stowarzyszenia Wolna Trzebinia. Panowie zgodni byli, że konieczna jest korekta przebiegu linii, aby omijała ona zabudowę Starej Maszyny. Ponadto, Panowie Żuradzki i Krawczyk w zgłoszonych przez siebie uwagach postulowali wznowienie ruchu kolejowego po istniejącej trasie 114, z której użyciem funkcjonuje tranzyt węgla do elektrowni Siersza, a dawniej funkcjonowała stacja osobowa Trzebinia-Siersza i KWK Siersza. Zgłoszono też możliwość połączenia istniejącej linii 114 z nowym korytarzem kolejowym CPK, co – jak podkreśla Krawczyk z „Wolnej Trzebini” – znacząco ożywiłoby gospodarczo Trzebinię oraz poprawiło dostępność trzebińskiego przemysłu do reszty państwa.

Tymczasem nad osiedlem wisi niebezpieczeństwo likwidacji. Zgłoszone uwagi odrzucono i do konsultacji środowiskowych skierowano ponownie trasę przebiegającą pomiędzy ulicami Stawową, Sosnową, Ciężkowicką i ulicą Stara Maszyna. W kwietniu tego roku zakończył się drugi etap konsultacji w ramach strategicznej oceny oddziaływania na środowisko. To znacząco przybliża spółkę CPK do etapu określenia inwestycyjnych i wiążących wariantów przebiegu linii kolejowych w ramach studiów techniczno-ekonomiczno-środowiskowych (STEŚ). W październiku wyłoniono wykonawców STEŚ, w tym linii 111 przez Starą Maszynę.

Mieszkańcy Starej Maszyny w sprawie nie protestują. Wydaje się, że funkcjonują w nieświadomości. Z trudem cokolwiek związanego z CPK odszukać na stronie internetowej Urzędu Miasta. Sam Burmistrz Okoczuk temat poruszył wyłącznie raz, początkiem 2020 roku, w swoim stylu cała sprawę nazywając „absurdem i fejkiem” oraz zapewniając, że linia na pewno w tym przebiegu nie powstanie, a On „zabiera się konkretnie za budowę obwodnicy Trzebini”. Początek budowy CPK planowany jest już na przyszły rok. Towarzyszące linie kolejowe mają powstać do 2034 roku.

Filip Lach

Kategorie
Gazeta Trzebinska

Nowa jakość przestrzeni publicznej w Babicach. Czas na kolejne inwestycje.

Rewitalizacja Babic nabrała rozpędu. Centrum przeszło metamorfozę i z dumą można powiedzieć, że wita w XXI wieku. Odnowione, zyskało miejsca parkingowe, skwer i plac pod wydarzenia kulturalne i religijne. W wygospodarowanym sektorze będą w przyszłości odbywały się odpusty, a także ważne okoliczności upamiętniające historię regionu i kraju. Również pawilon handlowy początkiem przyszłego roku przejdzie metamorfozę. Nie wszyscy jednak z aprobatą oceniają projekt. Sceptycy twierdzą, że jest zbyt toporny i mało nowoczesny, a także zarzucają brak zieleni. Z tymi zarzutami nie zgadza się wójta wsi. Czego jednak władza w Trzebini i Chrzanowie powinna się uczyć od Radosława Warzechy?

  • W nowym pawilonie pozostaną 4 gminne punkty handlowe i 2 prywatne. Znalazło się miejsce pod przyszłą gastronomię.
  • Powstanie serwerownia, toalety publiczne i kotłownia.
  • Koszt modernizacji to ok. 3 mln złotych.
  • Drugi etap rewitalizacji rozpocznie się początkiem 2021 roku.
  • Szykuje się budowa obwodnicy Olszyn-Jankowic to koszt kilku milionów złotych .
  • Trwa podłączanie mediów pod działki inwestycyjne w strefie gospodarczej.
  • Strefa gospodarcza jest na ukończeniu. Na wiosnę budowa dwóch zakładów przemysłowych.

Plac Mogilnickiego w nowej odsłonie.

To był ostatni dzwonek na tak dużą inwestycję, zaznacza Wójt Babic. Zamiast rozpadających się bud, spójny architektonicznie pasaż handlowy. Wiele drzew dekoracyjnych i z pożytkiem dla pszczół, jak klony, lipy i wiśnie. Dwa funkcjonalne tarasy z małą architekturą przyjazną dzieciom i seniorom. Toalety publiczne i możliwość połączenia się z Wi-Fi. Do takiej wizji dojrzały Babice i taką wizję krystalizuje wójt Radosław Warzecha.

Przed nami ostatni etap, który rozpoczniemy początkiem roku. Pasaż handlowy przejdzie metamorfozę. Będzie przede wszystkim spójny architektonicznie, nowoczesny i dostosowany do nowych czasów. Do tej pory nie było nawet toalet w pawilonach handlowych. Teraz wchodzimy w XXI wiek — komentuje wójt.

Ponad 50 drzew miododajnych pojawiło się w obrębie placu. Będą pełniły nie tylko funkcję dekoracyjną, ale przede wszystkim służyły pszczołom w ramach programu skierowanego do powiększania populacji tych owadów. Stare, rozpadające się pawilony handlowe, zamienią się w nowoczesny pasaż z ogólnodostępnymi szaletami. Całość prac potrwa najpóźniej do grudnia przyszłego roku.

Początkiem marca rozpoczną się prace modernizacyjne przy pawilonie. Klepisko, które w tej chwili pełni rolę parkingową, otrzyma trawę i częściowy taras. Dobudowany zostanie pawilon, w którym włodarz widziałby powstanie gastronomii, jednak to rynek i ostateczne potrzeby zweryfikują przeznaczenie, pod jaki rodzaj działalności będzie on oddany.

Radosław Warzecha nie ukrywa zadowolenia z porozumienia pomiędzy właścicielami dwóch boksów handlowych. Początkowo było to bardzo problematyczne, ponieważ obiekty są własnościowe. Wykluczające jest wciągnięcie ich w proces rewitalizacji na koszt gminy. Nie było wtedy jasne czy na taką inwestycje mogą sobie przedsiębiorcy pozwolić. Udało się osiągnąć konsensus dzięki, któremu powstanie pasaż z prawdziwego zdarzenia.

Dotychczasowi dzierżawcy deklarują chęć kontynuowania działalność. Nie ma w planie podnoszenia uchwałowo stawek czynszowych, jednak automatycznie pojawią się koszty stałe za ogrzewanie i przyłącze kanalizacyjne.

Strefa inwestycyjna gotowa do zabudowy i szereg nowych inwestycji.

Pomimo kryzysu wywołanego ogłoszeniem stanu pandemii, zainteresowanie strefą jest coraz większe. W tym roku gmina sprzedała dwie działki, Na wiosnę zostaną wbite łopaty pod budowę nowych zakładów. Jedna z firm zajmuje się produkcją materiałów ogniotrwałych i jest to działalność polsko-angielska, druga należy do lokalnych przedsiębiorców z Trzebini. Budowa wpłynie na większe zainteresowanie strefą.

W styczniu kolejnych 7 działek zostanie wystawionych na sprzedaż. Wójt zaznacza duże zainteresowanie, co przełoży się na większe wpływy w budżecie. A mowa o ponad 3,5 mln złotych dodatkowych środków.

Zainteresowanie przyrasta nasze oczekiwania — dodaje wójt.

Do końca marca zakończy się budowa pełnego układu drogowego wa strefie wraz z oświetleniem i odwodnieniem. Prace powinny ruszyć jeszcze w tym miesiącu. Pieniądze na pewno przydadzą się na kolejne projekty gminie. Niebawem ruszy budowa obwodnicy Olszyn i Jankowic. Udział gminy jest na poziomie kilku milionów złotych. Przy szkole w Jankowicach wybudowana zostanie sala gimnastyczna. Modernizacja OSP w Rozkochowie także jest wpisana w plan inwestycyjny.

Podatkowe eldorado.

Gmina poczuła temat strefy aktywności gospodarczej dla generowania większych dochodów bieżących. Posiada przy tym całkiem przyzwoity poziom podatków, który wynosi połowę tego co narzuca ministerstwo. Tego brakuje w Trzebini, która ma najwyższy poziom podatków w powiecie. Radosław Warzecha nie myśli o radykalnej polityce podatkowej, jak wyjaśnia, po uchwale podatkowej przyjętej przez gminę, poziom podatków podniósł się jedynie o poziom inflacyjny.

Kategorie
Aktualności Gazeta Trzebinska Rozrywka

Kurtyna jeszcze nie opadła

Mocne rockowe nuty przeplatają się z melancholijnymi dźwiękami, by za chwilę zaskoczyć uderzeniem psychodelicznych, poszarpanych brzmień.

W połączeniu z niebanalną poezją powstaje zupełnie nowa jakość na lokalnej scenie muzycznej. Kurtyna to bez wątpienia zespół, który może stać się wizytówką powiatu chrzanowskiego. Ich debiutancki, studyjny krążek „32-500” polecamy każdemu koneserowi szeroko pojętego rock and rolla.

Kurtynę tworzą doświadczeni muzycy: Daniel Pytlik – Cochise (wokal,organy, pianino), Tomasz Plata – Koyot (gitara, drugi wokal), Piotr Stokłosa – Luzak (bas) i Artur Jonik – Johny (perkusja). Ich płyta to osiem numerów z mieszanką mocniejszego rocka, elementami grunge, bluesa i wyraźnym wpływem Morissonowskiej estetyki, która szczególnie inspiruje
charyzmatycznego wokalistę „Kurtyny”. Płytę można zamówić na facebookowym profilu kapeli za rozsądne 25 złotych.

Chłopaki mają za sobą kawał muzycznej historii. Gitarzysta Tomek współtworzył Borderline, Daniel – ZAŁOŻYŁ I PROWADZIŁ Trafo, Johny grał w Hash’u, A LUZAK GRAŁ W SPLOCIE I W PEYOTL. Kilka lat temu los zetknął ich na swojej drodze i tak narodził się nowy – oryginalny ZESPÓŁ. –Doskonale się uzupełniamy. Choć każdy ma nieco inne inspiracje muzyczne, Razem tworzymy NASZE , niepowtarzalne brzmienie wyróżniające

Kurtynę na tle innych kapel – podkreśla ARTUR , perkusista zespołu. Teksty, a właściwie poezje, pisze głównie Daniel. Kilka utworów jest dziełem Tomasza. Muzyka powstaje wspólnie. – Panuje u nas pełna demokracja. Jak się któremuś coś nie podoba, korygujemy na bieżąco. Nikt nie ma monopolu na MUZYKĘ – podkreślają zgodnie panowie.

Spotykają się co najmniej raz w tygodniu w podziemiach podstawowej „Jedynki” przy ul. Borelowskiego 1 w Chrzanowie.

Na pytanie, skąd pomysł na nazwę kapeli, Daniel, frontman zespołu tłumaczy jak na poetę przystało: „Autorska Całość, czyli muzyka oraz poetyckie teksty są jednością. Przenikając, malujemy inaczej, tworzymy naszą Kurtynę /widmopole/ łączącą fikcję z rzeczywistością egzystencji ludzkiej, czasami wzniosłej, ale też marnej. Jesteśmy ludźmi słowa, wina i tychże dźwięków, które drążą zakątki naszej podświadomości ”. Taki sam opis można przeczytać na okładce płyty.

„32-500” jest podsumowaniem NASZEJ pięcioletniej TWÓRCZOŚCI I MIŁOŚCI DO SZTUKI, a przede wszystkim przyjaźni. – Jesteśmy jak rodzina. Lubimy z sobą przebywać, spotykamy się prywatnie – podkreśla Daniel. – Wiadomo, każdy z nas chciałby pokazać kurtynę szerszej publiczności oraz jak najwięcej grać KONCERTÓW – dodaje gitarzysta Tomasz Plata – ale to nie cel sam w sobie. Celem jest muzyka, przyjaźń i KLIMAT.

Kurtyna zagra na tegorocznych Dniach Chrzanowa 2019 i Zlocie motocyklowym nad trzebińskim Balatonem JEDNAK chłopaki najlepiej czują się  na klubowych imprezach. – Wiadomo, SUPER JAKBYŚMY ZAGRALI NA POLSKIM WOODSTOCKU–CZY OPENER FESTIWAL uśmiechają się – ale będziemy ROCK’N’ROLLOWAĆ, gdzie się da– dodają zgodnie.

Kategorie
Aktualności Gazeta Trzebinska Sport i motoryzacja

Kacper Dębiec – motocross jest dla mnie pasją i jednocześnie sposobem życia.

18-latek z Trzebini zabawę motorem bardzo szybko przekuł w sukces. Pierwszy spontaniczny start w zawodach w Głuchołazach przyniósł mu 5 miejsce, co dla wielu było pozytywnym zaskoczeniem i nadzieją na jeszcze lepsze wyniki.  A był to dopiero rok 2016.

Zapytałem taty czy jedziemy na zawody. Oczywiście się zgodził i tu nagłe zaskoczenie, 5 miejsce w klasie junior na motocyklu. W ogóle nie przygotowanym do ścigania i do tego starszym ode mnie parę lat – komentuje Kacper.

Aktualnym osiągnięciem młodego sportowca  jest zdobycie Wicemistrza w Pucharze Polski Cross Country 2018 w klasie junior. Warto zaznaczyć, że to pierwszy start w tak dużej imprezie, co dla taty i samego Kacpra jest ogromnym zaszczytem.

Kacper w tej chwili należy do gliwickiego klubu Auto Moto Klub  Gliwice. – dzięki niemu i postawie prezesa, mogłem rozwinąć skrzydła i otrzymać wymaganą licencję zawodnika PZM. Wprawdzie sport ten nie ma lekko, w porównaniu do ciągle pompowanej piłki nożnej i mocno rozbudowanej infrastruktury sportowej, nowych torów treningowych jest jak na lekarstwo.

Pomimo to mamy dużo dobrych zawodników na skale światową, ale mało kto o tym wie ponieważ promocja tej dyscypliny jest znikoma. Moim zdaniem poprzeczka w tym sporcie postawiona jest bardzo wysoko – dodaje.

Filip Lach: Czym się różni klasyczny motor od tego, którym Ty jeździsz?

Kacper Dębiec: Klasyczny motocykl nie ma nic wspólnego z moim motocyklem. Podstawowymi różnicami jest moc i masa. Przy poj. 125 cc posiada 43KM i masę zaledwie 90 kg, co robi z niej typowo wyczynową maszynę. No i przede wszystkim nie jest dopuszczona do ruchu drogowego. Serwis jest również problematyczny, ponieważ wymaga go po każdym skończonym wyjeździe.

Filip Lach: Jak oceniasz sezon 2018?

Kacper Dębiec: Sezon 2018 był dla mnie bardzo udany, pomimo kilku kontuzji i poważnej awarii mojej 10-letniej Yamahy. Pokazałem konkurencji, że nie trzeba mieć nowego motocykla, żeby wygrywać. Na KCH ENDURO DYNAMIT 2018 złamałem nos na prologu i główny wyścig ukończyłem zajmując 18 miejscu, na 130 zawodników, z takim nosem. MISTRZOSTWA POLSKI LIDZBARK WARMIŃSKI podczas wyścigu połamałem kości w nadgarstku, pomimo to wyścig ukończyłem na 1 miejscu, a niedzielnego wyścigu nie odpuściłem i z opuchnięta ręką przyjechałem na metę jako drugi. Tak, sezon 2018 oceniam niezwykle pomyślnie.

Przed Kacprem rok 2019 rysuje się równie aktywnie, co ambitnie. Trzebinianin planuje zwiększyć ilość startów o Puchar Polski Enduro i zaangażować się w propagowanie tej dyscypliny sportowej. Jak sam przyznaje bardzo zachowawczo traktowanej, chociażby przez lokalne władze. Liczy również na wsparcie lokalnych przedsiębiorców, dzięki czemu będzie mógł ulepszyć sprzęt i promować Trzebinie na zawodach ogólnopolskich w przyszłości.

Kategorie
Aktualności Biznes i Gospodarka Gazeta Trzebinska Pomysły

Burmistrz ma plan jak odkorkować centrum Trzebini

Rada miejska na wniosek pełniącego obowiązki burmistrza Grzegorza Żuradzkiego, przyjęła uchwałę o wygospodarowanie środków na wielowariantową koncepcję nowych dróg gminnych, mających  niebawem połączyć Os. Widokowe z Myślachowicami oraz ulicą Piłsudskiego.

Z budową drogi wiązać ma się zwiększona dostępności do terenów zielonych, stworzenie bezpiecznych szlaków spacerowo – rowerowy na wzór Piły Kościeleckiej, czy najważniejsze — skrócenie czasu jazdy kierowców i odkorkowanie Centrum Trzebini.

Nowe trasy wylotowe

Zgodnie z zapowiedziami, nitka drogi do Myślachowic zakłada dwa warianty. Pierwszy to puszczenie drogi od tzw. Zimnej Ciepłowni ze wschodnim obejściem Góry Bożniowa jednak ze większą ingerencją w las.

Drugi plan  jest bardziej wygięty z jednoczesnym, mniejszym wtargnięciem w tereny zielone. Wykonana będzie dodatkowo droga poprzeczna, czyli tak zwany krzyżak. Swój wylot ma mieć w okolicach Szybu Zbyszek.

Będziemy przebijali się powyżej dawnego wysypiska – dodaje Grzegorz Żuradzki.

Koszt drogi może wynieść  40 ml złotych.

Szacujemy dotacje na poziomie 65% wartości. To z kolei pozwoli nam w zależności od możliwości finansowych, kolejne 12-15 milionów rozłożyć na 3-4 lata. W ostateczności można pokusić się o kredyt, ale wariant ten jest mało prawdopodobny – informuje Grzegorz Żuradzki.

W przyszłym roku rusza rządowy program przebudowy dróg lokalnych, do którego przymierzają się włodarze miasta. Koncepcja zostanie przygotowana, gdyż będzie stanowić podstawowy dokument aplikacyjny do programu. Po otrzymaniu rządowego wsparcia droga zostałaby wykonana w formule Zaprojektuj – Wybuduj (przyp. na tej samej zasadzie budowana jest obwodnica Babic). Inicjatywa zakłada stworzenie wielowariantowej koncepcji, decyzję środowiskową i program funkcjonalno – użytkowy. Droga ma mieć klasę Z, czyli zbiorczą.

Co to znaczy? Dwa pasy ruchu po 3,5 m każdy, pobocze metrowe z jednej strony i 2,5 metrowe po drugiej stronie.

Miasto nie robi na razie pełnego projektu, ze względu na duży wydatek. Urząd czeka na uruchomienie programów aplikacyjnych. Posiadając te wszystkie elementy można złożyć  wniosek , zaraz po jego ogłoszeniu. Daje to  większe szanse na otrzymanie środków. Na bazie koncepcji, zaprojektowanie techniczne drogi, wbrew pozorom nie jest takie skomplikowane zapewnia pomysłodawca. Ostatni  etap to ruszyć z realizacją.

Skrzyżowanie z ulicą Piłsudskiego będzie projektowane na podstawie innego wniosku. Część środków wyłożyć ma Zarząd Dróg Wojewódzkich. Pomysły zakładają stworzenie ronda, bądź świateł w tym rejonie.

Tereny zielone na wyciągnięcie ręki?

Trasa docelowo połączy, a raczej ułatwi dostęp do rezerwatu Ostra Góra. Sieć ścieżek rowerowych, które mają być projektowane, będą biegły wzdłuż drogi, aż do doliny Baraniego Dołu, a nawet dalej.

To fajny korytarz rekreacyjny. Mam nadzieję, że nie będzie zachodziła ingerencja w Bożniową. – mówi Pani Katarzyna, mieszkanka Myślachowic.

Kategorie
Aktualności Biznes i Gospodarka Finanse Gazeta Trzebinska

Reklama w przestrzeni miejskiej

Nowoczesne lokowanie nośników reklamowych w przestrzeni miejskiej, powinno się wiązać z budową ładu urbanistycznego i wizerunku miasta. Jej ujednolicona forma pozytywnie oddziałuje na estetykę.

Współczesne procesy komunikowania są nierozerwalnie związane z obecnością w przestrzeni publicznej nośników reklamy. Reklama zewnętrznaspełnia nie tylko funkcję komercyjną, ale stanowi także bardzo ważny element komunikacji społecznej. Dlatego jej funkcjonowanie winno, dobrze wpisywać się w tkankę miejską i pozytywnie wpływać na wizerunek miejsca. – ​to wniosek Izby Gospodarczej Reklamy Zewnętrznej.

Reklama zewnętrzna nie jest niczym nowym

Już w średniowieczu handlarze umieszczali informacje o usługach przy swoich zakładach. Jej główny cel, czyli szybka komunikacja z potencjalnym konsumentem z czasem zaczęła przyjmować coraz bardziej karykaturalną i zbyt przytłaczającą formę. W 1916 r. architekt Franciszek Lilpop złożył w Warszawie pierwszy projekt przepisów mających na celu regulacje związane z szyldami reklamowymi​.​

Obecnie funkcjonuje ponad 100 aktów prawnych i kodeksów etycznych regulujących kwestię reklamy zewnętrznej, a są nimi: Ustawa prawo budowlane, Ustawa o drogach publicznych, Ustawa o ochronie dóbr kultury i o muzeach, Ustawa o ochronie przyrody, Rozporządzenie Rady Ministrów z 24 stycznia 1986 r., Rozporządzenie Ministra Gospodarki Przestrzennej i Budownictwa z 14 grudnia 1994 r., Rozporządzenie Ministra Infrastruktury z 27 listopada 2009 r., Kodeks postępowania w dziedzinie reklamy zewnętrznej. Przepisy te są niestety bardzo ogólne i niespójne. Samo uściślenie definicji reklamy zewnętrznej oraz szyldu przysparza nie lada problemów.

A jak jest u nas w praktyce? Jak wygląda jakość reklamy zewnętrznej w powiecie chrzanowskim.

Informacje handlowe i reklama jest naturalną częścią mechanizmu każdej gospodarki. Jednak w całej Europie poza Polską przyjęto standardy i normy jej prezentowania. Patrząc na skrzyżowania w Trzebini, Chrzanowie czy Libiążu po oczach razi skala zjawiska. Pstrokate, tandetne, zniechęcające. To tylko niektóre reakcje większości z nas. Spora ilość przestrzeni jest dosłownie zagrabiona, i nikt nie baczy na praktyczny i estetyczny wymiar reklamy, zasłaniając coraz większą część naszej rzeczywistości. Skrzyżowanie na światłach w Trzebini jest tego modelowym dowodem. Niektóre miejsca w powiecie przypominają bardziej państwa rozwijające się takie jak Bangladesz czy Indie, a rozmach chaosu reklamowego nie ma końca. Wszyscy mamy prawo żyć w otoczeniu spełniającym przynajmniej elementarne wymogi estetyki — komentują mieszkańcy. Gminy mogą i powinny korzystać z narzędzia, jakim jest Ustawa Krajobrazowa, w myśl której, miasta otrzymują praktyczny pakiet instrumentów do walki ze szpetotą reklamową. Do tego możemy zaliczyć między innymi:

Określenie ilość tablic reklamowych, odległości między nimi, określenie czasu reklamy, określenie formy, kształtu, rozmiaru, barwy czy nawet wydzielenie stref wolnych od jakiejkolwiek reklamy.

Uchwała reklamowa, którą winni włodarze naszych miast przyjąć pozwoli określić standard, który z czasem stanie się czymś oczywisty. Najlepszym tego dowodem jest przyjęty Park Kulturowy przez Wrocław, Toruń, a nawet Kazimierz Dolny. Spod banerów, płacht i tablic wyłania się zadbana przestrzeń miejska. Jest jednak jeden mankament takiego uporządkowanego zjawiska. O przestrzeń należy na bieżąco dbać. Reklama wielkoformatowa ten problem niweluje. Natomiast sceptycy dopatrują się swoistego zamachu na własność prywatną i ograniczenia w prowadzeniu biznesu.

Wchodząc z przekazami promocyjnymi w miejsca publiczne, warto by było przeprowadzać badania marketingowe, dzięki którym nie zniechęcamy do siebie klientów, a na pewno dzięki takim sugestiom zapanujemy nad tym nieładem.

Kategorie
Aktualności Gazeta Trzebinska

Prognoza na miasta

Ważna jest analiza problemów miasta. Z gospodarzem Trzebini p.o burmistrza Grzegorzem Żuradzkim  w rozmowie o inwestycjach drogowych, szlakach rowerowych i planach gospodarczych, wobec których liczy na poparcie radnych i akceptację społeczną.

Do istotnych celów polityki samorządu gminnego zaliczyć można inwestycje drogowe, wodno-kanalizacyjne i dywersyfikujące potencjał przedsiębiorców — Stawia Pan na młodych i kreatywnych ludzi mających pomysł na Trzebinię, czy to wszystko? – Młodych, ale nie skażonych złymi nawykami i praktykami. Występująca polaryzacja w społeczeństwie mocno deprecjonuje takie jednostki . Należy zbudować grupę osób, której zależy na mieście, która chce tutaj zostać i tworzyć warunki do rozwoju. Niewątpliwie potencjał takich osób należy skanalizować.

Powrót do urzędu po latach nie jest łatwy? – Jednak to mnie nie zraża. Gdyby kierował mną strach, to zapewne nie piastowałbym funkcji publicznych. Pragnę wykorzystać zalety osób pracujących w urzędzie, a nie skupiać się na ich wadach, co w konsekwencji  prowadzi do niepotrzebnych konfliktów, a to z kolei przedkłada się na komfort pracy. Słucham ludzi – nikogo nie przekreślam. To właśnie oni wystawią mi rachunek sumienia.

– Mam niewiele miesięcy, aby dać się poznać mieszkańcom jako gospodarz, dlatego proponuje formułę otwartych spotkań z mieszkańcami. Potrzeba osób reprezentatywnych, które w imieniu wielu zabiorą głos. Ciężko jest rozmawiać ze wszystkimi, ponieważ jak dobrze wiemy, robi się jarmark, a to nie wypracowuje konsensusu.

Będą nowe szlaki rowerowe w Trzebini i Powiecie

Szlaki rowerowe do tej pory były traktowane przez władzę nie tylko w Trzebini po macoszemu. Wiele organizacji zrzeszających cyklistów mocno włączała się w ostatnich latach do dyskusji nad pracami modernizujący, bądź tworzącymi nowe ścieżki rowerowe, mocno akcentując ich potrzebę powstania.  Co w tej kwestii Pan planuje?

– W listopadzie 2017 wykonałem koncepcję szlaku rowerowego powiatu chrzanowskiego. Był to projekt kompatybilny z istniejącymi szlakami oplatającymi całą Gminę, a nawet powiat. Pieniądze od Marszałka były  zagwarantowane w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego. Umowa została zawarta między Gminą Trzebinia – jako liderem projektu,  a partnerem uczestniczącym w jego realizacji, którym był Powiat Chrzanowski. – Pieniądze były i nagle Gmina Trzebinia wycofała się z projektu, motywując to problemem przy podpisaniu umowy i oczekiwanych przez marszałka kwestii technicznych – komentuje rozmówca. Referowano dwa problemy: własnościowy – ponieważ niektóre odcinki zachodziły na działki prywatne, natomiast drugi powód dotyczy kwestii ograniczenia prędkości na drogach publicznym, na odcinkach prowadzonych szlaków rowerowych. Przyznaję się, gdy to usłyszałem, zacząłem się śmiać – ponieważ jeżeli jest problem, to go rozwiązujemy, a nie chowamy głowy w piasek i zapominamy o sprawie, a tak w mojej ocenie się stało. W Gminie praktyką było – jak jest problem, to jest pretekst do wycofania się z realizacji. Ówczesny Burmistrz podpisał się pod tym.

Plan jest ambitny – ścieżki rowerowe połączą centrum z resztą osiedli. Dla przykładu, przez mieszkańców znana i zapomniana ścieżka zdrowia z Gaja w kierunku Kopalni jest ujęta w projekcie rewitalizacyjnym, następnie od ulicy Kopalnianej pociągniemy odcinek w kierunku zatoki autobusowej, kolejno powstaną odcinki przy Krzu, Szybie Zbyszek w kierunku Parkowej i prosto do Centrum. Dzięki temu szybko i bezpiecznie będzie można dostać się np. do Ośrodka Kozibród. Kosztorys przedsięwzięcia nie jest jeszcze znany. Do rozmów  przystąpiły Lasy Państwowe będące nadzorcą terenów leśnych, przez które przebiegać będzie część ścieżek.

Strefa ekonomiczna na Miechowie przyciąga inwestorów, a mogło być zgoła inaczej

Marazm inwestycyjny ogółem niestety jest faktem. Chociaż  można zauważyć wzmożone inwestycje na trzebińskim Miechowie. To, że ta strefa gospodarcza tam powstała zawdzięczamy poprzedniemu burmistrzowi Stanisławowi Szczurkowi. Jego temat budzi wiele kontrowersji i jest kolizyjny z prawem, ale uczciwie trzeba powiedzieć, że to on, mocno działał w przyłączeniu tego terenu pod strefę. Ś.p Adamczyk miał inną koncepcję. Trzymał ten grunt pod inwestycję strategiczną, ale nikt nie wiedział, jaką i kiedy realizowaną. Dobrze się stało, że teren został podzielony i w większości sprzedany. Będą miejsca pracy i będą wpływy do budżetu.

Obwodnica wschodnia Trzebini – drogowym priorytetem

Inwestycje drogowe są dynamicznie prowadzone od 2009 roku, a przed nami zapowiada się wiele strategicznych dla mieszkańców i inwestorów działań.

– Złożyliśmy projekt zwiększenia tonażu dla ulicy Lipcowej przy strefie gospodarczej Górka. Ma powstać nowe rondo oraz sygnalizacja świetlna na skrzyżowaniu  ulic 1 Maja i ul. Dąbrowskiego.

W tym samym projekcie objęliśmy zwiększeniem tonażu ulice Pułaskiego od ronda do ul. Dąbrowskiego, ponieważ jest to strategiczna droga z punktu widzenia rafinerii – a rafineria jak wiemy, jest jednym z dwóch największych płatników do budżetu. Nie wykluczam wzmocnienia tonażu na ulicy Słowackiego. Pytanie, czy ta ulica powinna pełnić funkcję drogi tranzytowej – wydaje mi się, że nie. Taki tonaż jest dostosowany do ulicy Dworcowej – po to był ten długo wyczekiwany i drogi remont. Grzegorz Żuradzki jest zwolennikiem wprowadzenia w fazę przygotowawczą obwodnicy Piłsudskiego w Trzebini.

– Będę przekonywał radnych, aby przy uchwalaniu budżetu na 2019 rok wygospodarować środki finansowe dla studium wykonalności wraz z decyzją środowiskową i programem funkcjonalno- użytkowym przy budowie obwodnicy wschodniej Trzebini. Burmistrz nie wyklucza równoległego działania w kontekście ulicy Armii Krajowej – w tym przypadku istotnym jest dobra wola Chrzanowa i podzielenie się kosztami.

Krytycznie ustosunkował się do wariantu Psar od węzła Rudno z obejściem wschodnim Gminy Trzebinia — Uważam, że taka propozycja nic nie daje Trzebini, ponieważ nigdzie nie wiąże się z siecią dróg na terenie Gminy. Jest jedno przecięcie na ulicy Klonowej w Lgocie w kierunku Krzeszowic. Ale dla nas to nie ma większego znaczenia.

Idealny jest trzeci wariant obwodnicy z węzła Balińskiego

– Wariant trzeci z węzła Balińskiego ma przechodzić  skrajną częścią Luszowic i Balina z wyjściem na ulicę 1 Maja. Kolejno przechodził będzie ulicą Grunwaldzką. Trzeci węzeł powstanie przy ulicy Kopalnianej, czwarty węzeł drogą z Myślachowic i piąty węzeł z Płok na Czyżówkę. W pięciu miejscach możemy powiązać drogę, a mieszkańcy będą mogli faktycznie z niej korzystać. Odciążymy Centrum Trzebini — ponieważ wariant ten skraca drogę bezpośrednią do autostrady. Rozumie to burmistrz Ryszard Kosowski i mocno wspiera założenie tego projektu. Musimy monitorować temat rozdysponowywania środków, aby nic nas nie ominęło.

Warto zaznaczyć, że Pan Żuradzki wspomina tutaj o pracach studialnych. Na wykonawstwo Gminy nie będzie stać, natomiast dokumentacja projektowa jest w zasięgu możliwości. Warto zaznaczyć, że projekty grantowe dają bardzo krótki czas na złożenie wniosków aplikacyjnych, a brak dokumentacji mocno obniża szansę na otrzymanie funduszy — Wydaje mi się, że z tego powodu, kilka razy ta szansa nas ominęła – dodaje p.o burmistrza.

Dostawy wody ważnym zadaniem Gminy – Czekają nas obniżki cen wody?

Cena wody biorąc pod uwagę, ilość własnych zasobów kształtuje się na bardzo wysokim poziomie. Co jest tego powodem?

– Dywersyfikacje dostaw wody całkowicie zaniechaliśmy. Uzależnieni jesteśmy od jednego wielkiego dostawcy  monopolisty. Efekt jest taki, że ten podmiot dyktuje nam cenę i nie mamy zbytnio dużego pola manewru. Mamy kilka źródeł własnych. Mało wydajnych, nie rozwijanych, nie modernizowanych, co jest przerażające.

Dobrym przykładem mądrego gospodarowania wody jest Alwernia. Dużo mniejsza gmina, jednak w zakresie wody realizują to ważne zadanie gminy przez własną spółkę Zakład Usług Komunalnych Alwernia, i dobrze to robią. W przestrzeni publicznej brak krzyków i protestów. Cena wody znacząco niższa, a ich przedsiębiorcze podejście jest godna podziwu,  ponieważ nadwyżki sprzedają sąsiednim Gminom. Wyjście ze związku jest dobrym pomysłem? – Jeżeli działanie Związku Międzygminnego Gospodarka Komunalna w Chrzanowie nie będzie szło w parze z interesami mieszkańców Trzebini, to nie wykluczam takiej sytuacji. Działajmy po partnersku, ale nie można się dać zepchnąć do koziego rogu.

– Karniowice, Psary, Lgota – tam mamy praktycznie nienaruszone źródła ujęć wody pitnej. To są wody Jurajskie dobrej jakości, które należy wykorzystać.

Kategorie
Gazeta Trzebinska Rozrywka

Szach Mat czyli rozmowa z Januszem Szczęśniakiem

Kocham szachy, wierzę w ludzi, moją dumą są wnuczęta. Jestem spełnionym politykiem i nie ciągnie mnie do „burmistrzowania” – mówi Janusz Szczęśniak, Starosta Chrzanowski w wywiadzie dla Gazety Trzebińskiej.

Kilka lat temu startował Pan w wyborach na szefa trzebińskiej gminy. Dlaczego, teraz gdy to Panu proponowano objęcie funkcji komisarza w gminie Trzebinia po śmierci burmistrza Adamczyka, nie zgodził się Pan na tę nobilitację?

– Bo nie zamierzam startować w wyborach na burmistrza Trzebini. Czuję się spełniony jako Starosta Chrzanowski i wiem, że mam tutaj jeszcze dużo do zrobienia. Oczywiście nikt nie zagwarantuje mi miejsca w Radzie Powiatu, a potem, że ewentualni koledzy radni wybiorą mnie na swego przełożonego. Mimo wszystko będę prosił wyborców, aby mi zaufali.

Aktualnie kończy Pan swoją drugą kadencję starosty. Zaczynał Pan w 2006 roku. Potem starostą był Adam Potocki z Platformy Obywatelskiej przez cztery lata, by w 2014 roku znów ustąpić Panu miejsca. Nie korciło Pana przez tamte lata, by zmienić barwy z PiSu na PO? Tym bardziej że Pana partia troszkę zagrała nie fair, wystawiając w wyborach parlamentarnych do Senatu inną osobę, choć to Pan miał być liderem.

– Może i było mi wtedy troszkę przykro, ale nigdy nie pomyślałem o przejściu do innego ugrupowania. Po pierwsze utożsamiam się z głównymi założeniami PiS, choć nie jestem radykałem. Staram się patrzeć na problemy przez pryzmat człowieka i bardzo indywidualnie. Ponadto uważam, że przechodzenie z partii do partii w zależności od tego, kto akurat jest na topie, jest nieuczciwe, a już na pewno niewiarygodne.

Odejdźmy na chwilę od polityki. Rozsławił Pan powiat chrzanowski swoją pasją, którą są szachy. Klub sportowy Hetman Koronny, który jest Pana „dzieckiem” odnosi coraz to większe sukcesy. Jego zawodnicy niedawno przywieźli z XXV Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży czwarte miejsce drużynowo. Ma Pan w gablocie setki podobnych prestiżowych nagród dla klubu.

– To moje oczko w głowie i duma. Zaczęło się, gdy miałem 11 lat. Złamałem nogę, jeżdżąc na nartach. Wtedy znudzony siedzeniem w domu skusiłem się na partyjkę szachów z tatą. Wciągnęło mnie. Tata był amatorem, ale stryj Stefan był szachistą z osiągnięciami. W wieku 13 lat udało mi się go pokonać. To było coś…

Szachy uczą nie tylko cierpliwości i logicznego myślenia. Ludzie, którzy w nie grają, są ponoć lepszymi strategami.

– To prawda. Ta umiejętność przydaje się nie tylko w polityce. Ja na przykład przed podjęciem ważnych decyzji zawsze dokładnie analizuję wszystkie za i przeciw. Raczej nie zdarza mi się działać pochopnie. I to popłaca.

Miłością do szachów zaraził Pan swoją wnuczkę Milenę. W wieku 8 lat wywalczyła już wicemistrzostwo Polski w swej kategorii wiekowej.

– Pękam z dumy. Nie tylko z Milenki, ale też z pięciorga pozostałych wnucząt. Każde jest cudowne i bardzo mądre. Zresztą lubię się chwalić także moimi dziećmi. Dwoje z nich ma tytuł naukowy – doktora. Jeden syn jest znanym lekarzem ortopedą, córka jest ekonomistką, a drugi syn – wybitnym informatykiem, który programuje dla amerykańskiej firmy.

Wróćmy do starostwa. Za Pana kadencji udało się wyremontować sporo dróg, choćby Grunwaldzką, Słowackiego czy Jana Pawła II w Trzebini. Powstał Powiatowy Ośrodek Wsparcia Dziecka i Rodziny w Chrzanowie czy Powiatowe Centrum Kształcenia Ustawicznego. Jednak nie ma wyłącznie samych sukcesów. Co jest Pana największą piętą achillesową?

– Niestety bolączką jest aktualna sytuacja w chrzanowskim szpitalu. Jego sytuacja finansowa nie jest najlepsza lekarze i pielęgniarki nie raz już protestowali. Widzę jednak światełko w tunelu. Udało nam się pozyskać prawie 17 mln zł środków zewnętrznych, które w ciągu najbliższych dwóch lat będziemy mogli wykorzystać na nowoczesną aparaturę medyczną, rozbudowę oddziału położniczo – ginekologicznego i poprawę infrastruktury SOR.

Czyli prywatyzacja szpitala nam nie grozi?

– Nie. Chcę, by pozostał nadal Szpitalem Powiatowym i głęboko wierzę, że uda się przywrócić jego dobrą kondycję finansową. Mam nadzieję, że będzie jeszcze wizytówką naszego powiatu.

Wakacje za pasem. Wybiera się Pan gdzieś w tym roku?

-W czasie wakacji odbywają się rozgrywki ligowe w szachach. Nie mogę tego opuścić. Mam jednak nadzieję, że uda się gdzieś wyrwać, może w nasze polskie góry albo nad morze. Na pewno w wolnej chwili wskoczę też na ukochany rower. Lubimy z żoną wycieczki rowerowe po okolicznych, pięknych lasach – nad Trzy Stawy w Dolinie Żabnika, na Sosinę i do Bukowna. Można się dobrze zrelaksować.

Kategorie
Gazeta Trzebinska Rozrywka

Prowizorium – młody i piekielnie ambitny zespół prosto z Trzebini

Zespół Prowizorium twardo stawia swoje kroki na lokalnej scenie muzycznej. O pozytywnym odbiorze przez krytyków i publiczność, świadczy fakt otrzymania nagrody Grand Prix na festiwalu Chrzanowska Lokomotywa oraz dostanie się do finału polskiej edycji międzynarodowego młodzieżowego konkursu muzycznego Imagine Poland. Muzycy zespołu postanowili zdradzić kilka szczegółów z dotychczasowej twórczości, osiągnięć i planów na przyszłość. Z członkami zespołu rozmawiał Filip Lach. Zapraszam do lektury!

Pomysł na kapele zrodził się w głowie nastoletniego Szymona Czermaka, który marzył o byciu gwiazdą rocka. Reszta jak to często bywa, jest przypadkowym splotem wydarzeń, materializując ten koncept. Łącząc mocną, psychodeliczną muzykę z tekstami, w których opisana jest codzienność, przeżycia wewnętrzne i dylematy, z jakimi spotykamy się na swojej drodze, młodzi muzycy chcieli zaakcentować emocje, które muzyka wywołuje w ludziach, zarówno odbiorcach jak i wykonawcach. Ich występy na żywo można obejrzeć m.in. w Chrzanowskim Pubie Jamajka albo Starej Kotłowni.  Do szczególnego wyróżnienia jak sami przyznają, należy zaliczyć uczestnictwo w Muzycznym Studiu Polskiego Radia im. Agnieszki Osieckiej w Warszawie.

Aleksandra Ślusarczyk, Tymoteusz Dudek, Miłosz Wołoch, Szymon Czermak , Kamil Warchoł, bo o nich jest mowa, do swoich sztandarowych utworów zaliczają, m.in. Nie śpij i Tysiące lat. Na ich profilu youtubowym można znaleźć część aranżacji muzycznych, reszta na ich pierwszej EP-ce, która ukazać ma się jeszcze w tym roku.

Filip Lach: Nazwa Waszego zespołu jest krótka i tajemnicza. Co się za nią kryje?

– Prowizorium, czyli stan przejściowy. Początkowo miał to być tytuł piosenki, jednak stwierdziliśmy, że to słowo dobrze nas opisuje, bo nie jesteśmy już dziećmi, ale też nie całkiem dorośli. Muzyka pozwala nam się z tym zmierzyć.

F.L: Od kiedy zaczęliście poważnie myśleć o kapeli? Jak przebiegały początki tworzenia grupy?

– Początki często bywają trudne. Minęło dużo czasu, zanim się poznaliśmy na tyle dobrze, żeby zacząć pracować jak jeden organizm. Pewnie jeszcze długa droga przed nami. Każdy z nas ma nieco inne podejście, ale wszyscy dążymy do tego, by być ciągle lepszym. Jeżeli chodzi o historię, to wszystko zaczęło się w sali muzycznej w gimnazjum. Początkowo chodziło głównie o dobrą zabawę i wspólne spędzanie czasu. Gdyby nie zespół, prawdopodobnie nigdy byśmy się nie zaprzyjaźnili. Jesteśmy z odmiennych środowisk. Z czasem zaczęliśmy to traktować poważnie, wszystko nabrało tempa i teraz nie wyobrażamy sobie życia bez prób, koncertów i ogólnie rzecz biorąc muzyki.

F.L:  Zapewne inspirujecie się jakim nurtem czy konkretnym wykonawcą. Jak możecie się scharakteryzować?

– Każdy z nas słucha nieco innej muzyki, dlatego ciężko jednoznacznie określić czym się inspirujemy. Łączymy ze sobą bardzo różne gatunki i każdy inspiruje się czymś innym, ale w rezultacie zawsze osiągamy kompromis i powstaje coś, co opisuje nas wszystkich i łączy nasze gusta.

F.L: Jedyna dziewczyna Aleksandra Ślusarczyk w zespole nie ma zapewne łatwo – jak osiągacie kompromis?

– Przede wszystkim staramy się rozmawiać o tym co nam nie odpowiada i w miarę możliwości uwzględniać wszystkie zastrzeżenia i pomysły. Jeżeli jest się wśród ludzi, którzy cię rozumieją i wyznają podobne wartości, to płeć nie ma znaczenia.

F.L: Stawiacie na niezależność, w tym wymiarze muzycznym i stylistycznym.

– Stawiamy na oryginalność. Nie chcielibyśmy być do nikogo porównywani i sami też się do nikogo nie porównujemy. Mamy własne pomysły, styl i tym się kierujemy.

F.L: Kiedy premiera materiału, nad którym tak rzetelnie pracowaliście przez ostatnie miesiące?

– Póki co ciągle pracujemy nad tym, aby wszystko brzmiało tak, jakbyśmy tego chcieli. Nie możemy dopuścić do sytuacji, w której za kilka lat będziemy żałować, że nie zrobiliśmy tego lepiej. Jednym z naszych celów na ten rok jest wydanie EP-ki, ale czas pokaże kiedy to nastąpi.

Życzymy samych sukcesów.

Filip Lach

Kategorie
Gazeta Trzebinska Rozrywka

Serce Moniki bije w afrykańskim rytmie

Bierzesz na ręce małe ciemnoskóre dziecko, a ono przytulając się do ciebie prosi o kromkę chleba. To uczucie, które odbija znamię na twym sercu i sprawia, że w jednej minucie przewartościowujesz swoje życie – mówi Monika Wojtoń z Okleśnej. Od trzech lat jeździ regularnie do Afryki z misją pomagania czarnoskórych miejscowym.

38-letnia Monika Wojtoń z Okleśnej pod Alwernią oddała serce afrykańskim dzieciom. Właśnie wróciła z Zambii, gdzie wraz z koleżankami z fundacji ASBIRO urządziła małym tubylcom salę lekcyjną. Zakupiła ławki, komputery, przybory szkolne. To był jej czwarty wyjazd z misją do Afryki. Wcześniej w jednej z wiosek m. in. wyremontowała szkołę.

Zaczęło się od urodzinowych wakacji. By zdmuchnąć 35 świeczek na torcie pojechała pierwszy raz do Kenii. To miała być super przygoda w egzotycznym klimacie. Nie sądziła, że ludzie i miejsca na zawsze odmienią jej życie. – Zobaczyłam biedę. Bose, głodne dzieci. Wszystkiego im brakowało – wspomina Monika Wojtoń. Już wtedy wiedziała, że to nie będzie zwykła urodzinowa beztroska impreza. Doskonale pamięta to uczucie bezradności, które poczuła zaprzyjaźniając się z miejscowymi. Wiedziała, że nie może pomóc wszystkim. Mimo to w jej głowie już wtedy urodziła się misja. Chciała tu wrócić i to nie z pustymi rękami.

Po powrocie do Polski zaczęłam planować kolejny wyjazd do Kenii – wspomina. Wysłała miliony maili i wykonała setki telefonów do przyjaciół otwierając ich serca na Afrykę. Powołała do życia nową fundację „Misja Serca – Kenia”, dzięki której Monice udało się zebrać wokół siebie grupę wrażliwych ludzi. Za pierwsze zebrane pieniądze, prawie 8 tysięcy złotych udało się naprawić dwa dachy w tamtejszej szkole. Wystarczyło też na kilka ławek.

Ich wdzięczność była nie do opisania – przekonuje Monika. Wspominając tamten wyjazd przed oczami ukazuje się postać małego czarnoskórego chłopczyka. Bosy, w koszulce z wielką dziurą odsłaniającą brzuszek przyglądał się jej uważnie. Gdy wyciągnęła z kieszeni lizaka i wręczyła chłopcu ten poskoczył wysoko do góry rzucając się jej na szyję. Jego mama w podzięce pogłaskała ją czule po głowie. – Właśnie dla takich chwil warto to robić – przekonuje.

1 marca Monika wraz z przyjaciółmi po raz czwarty dotarła do Afryki. Tym razem to były jej drugie odwiedziny w zambijskim slamsie. Wyjazd się sporo przesunął w czasie ze względu na epidemię cholery, która wybuchła w wiosce Lusace. Tym razem mieszkanka Okleśnej zbierała pieniądze na ławki i laptopy. – Rok temu, również dzięki darczyńcom, zawiozłam tam 15 laptopów. To dało dzieciom możliwość nauki podstaw komputera. Jest to fenomenem w tamtejszej okolicy – podkreśla kobieta dodając, że nadal jednak brakuje tam wszystkiego.- Dzieci w ciemnych salach siedzą po trzy, cztery osoby w dwuosobowych ławkach, a za tablice służy im wyblakła, czarna “plama” na ścianie – zaznacza. Teraz dzięki Monice dzieci nie ściskają się już podczas lekcji. Mają nowe ławki.

Monika przywiozła m.in. sprawne telefony komórkowe dla jednej z tamtejszych kobiet, która marzyła o otwarciu własnej firmy. – Chce je sprzedawać, a za zarobione pieniądze kupić proszek do prania czy węgiel – opowiada.

Przez zambijskie dzieci została okrzyknięta „Teacher Moniką”, czyli Moniką nauczycielką. Obsypywały ją milionami pytań o kraj, w którym mieszka. Raz mały chłopczyk szepnął jej do ucha, że chciałby z nią jechać do Polski. – Zapytałam go co byś tam robił? Odpowiedział – zjadłbym sobie coś – wspomina ze smutkiem dodając, że w tamtejszych dzieciach najlepsze jest to, że niczego nie oczekują. – Byłam dla nich „ teacher Moniką „ która przynosi na lekcje kredki , czyste kartki , książki – podkreśla. – Na zajęciach panowała absolutna cisza. Tak były wdzięczne. A gdy uczyły się obsługi komputera to widać jak rządne są tej wiedzy. To jest najlepsze uczucie – dodaje. Smuci ją, że nie jest w stanie wszystkim pomóc.

Tam nie daje się dzieciom cukierków. Dasz dziesięcinom to za chwilę zbiegnie się tłum dwustu – tłumaczy.

Pomysłów na wywołanie uśmiechu w oczach dzieci jej jednak nigdy nie brakowało. Wraz z dziewczynami przywiozła projektor. – Zrobiliśmy wspólnie bilety, uprażyliśmy popcorn i wyświetlaliśmy filmy udając, że jesteśmy w kinie. Było super – uśmiecha się na wspomnienie.

To już będzie moja misja na całe życie – wyznaje. Chciałaby jednak następnym razem jechać w głąb Afryki. – Tam, gdzie głód i bieda są jeszcze większe, gdzie często ludzie nie mają dostępu do wody – precyzuje. Obawia się, czy sprosta takiemu wyzwaniu, czy da radę psychicznie to udźwignąć.

Z każdym wyjazdem staję się jednak mocniejsza, dojrzalsza – zauważa. Przykro jej gdy ludzie pytają dlaczego pomaga akurat dzieciom z Afryki, a nie na przykład chorym z jej miejscowości czy województwa. – To nieuczciwe, tym bardziej, że większość ludzi naprawdę nie robi nic dla drugiego człowieka. Ja wybrałam taką drogę bo tak podpowiada mi serce – ucina. Liczy, że grupa wolontariuszy chętnych do wsparcia finansowego oraz pomocy tam, na miejscu będzie stale się powiększać. Wszystkich zainteresowanych jej Misją Serca odsyła na facebookowa (Misja Serca Kenia). Tam można znaleźć nie tylko garść informacji o jej działalności, numery konta dla hojnych darczyńców, ale też relacje wideo i zdjęcia z jej odwiedzin w afrykańskich wioskach.

Więcej zdjęć i filmików z pobytu Moniki Wojtoń w Zambii można zobaczyć także na naszej facebookowej stronie: Gazeta Trzebińska.

Magdalena Balicka