Kategorie
Afera Aktualności Trzebinia

Miasto zapłaci prawie 1 mln złotych, a Burmistrza i Radę może to w efekcie kosztować odwołanie z funkcji

Nie będzie zmiany w planie przebudowy skrzyżowania drogi wojewódzkiej 791 z ul. Kościelną w Trzebini, o którą walczyli mieszkańcy wraz z Marzeną Jewułą – przewodniczącą rady osiedla Centrum.

Decyzją 19 głosów rozpocznie się ingerująca w grunty prywatne inwestycja. – To jest projekt przeszacowany, mocno wyolbrzymiony i całkowicie pozbawiony sensu. Ktoś za to powinien odpowiedzieć – komentują mieszkańcy. Inwestycji nie poparł Marek Harwes i Marian Kokoszka. Pomimo że zabezpieczono środki na poczet odszkodowań w wysokości 189 tysięcy złotych, które pokryje Gmina, stracą mieszkańcy Piłsudskiego. Dwa razy miasto otrzymało od mieszkających w tym obszarze zgodę na odstąpienie kawałka parceli, a to na spadek poprzeczny drogi, kolejnym razem na zjazd publiczny w rejonie skrzyżowania.

– Głosowałem i popierałem pierwotny wariant zaproponowany w 2019 roku bez ingerencji w drogę, czyli budowę sygnalizacji świetlnej na istniejącym fragmencie tejże – komentuje decyzję o wstrzymaniu się od głosu radny Marian Kokoszka.

Geneza problemu, czyli wzajemna niechęć do siebie Pana Okoczuka i Pana Żuradzkiego doprowadziła do sporu trwającego przeszło 3 lata i braku wypracowania konsensusu w sprawie inwestycji. W tym czasie powstały 4 koncepcje na to miejsce. Pytanie po co. Bowiem zaproponowany wariant budowy świateł, jaki nakreślił Grzegorz Żuradzki został storpedowany przez Jarosława Okoczuka. Ten pomysł nie spodobał się Burmistrzowi Okoczukowi, czy to ze względów ambicjonalnych, czy z niechęci do pomysłu głównego oponenta w radzie, tego do końca nie wiemy. Z inicjatywy jaśnie panującego powstał pomysł wysepki na środku jezdni. Opór wobec świateł doprowadził do niekończących się dywagacji o przyszłości tego miejsca. Na skutek poruszenia społecznego wobec pomysłu Burmistrza, przywrócono pomysł sygnalizacji świetlnej, jednak w nowej formie. Dodajmy, bardzo drogiej.

Prokuratura i RIO

Niegospodarność środkami publicznymi to jeden z wielu argumentów za niedopuszczeniem do rozpoczęcia inwestycji. Wielu otwarcie przyznaje – To kompromitacja tej kadencji i trwonienie środków publicznych. Otwierają dyskusję nad potrzebą zorganizowania referendum, odwołując dotychczasową radę i burmistrza. – Podpisuje się obiema rękoma za taką inicjatywą – komentuje radny Marian Kokoszka, uznając realizację zadania za pozbawioną sensu i logiki. Koszty są gigantyczne. W 2020 roku przekazano 40 880 zł, w 2021 r. 109 120 zł, a w 2022 miasto przeznaczy 846 092 zł na dofinansowanie zadania. To daje ponad 996 tysięcy złotych. Warto dodać. Pierwotnie, światła kosztowały 300 tysięcy, z czego Gmina miała dołożyć jedynie 150 tysięcy.

Wiele środowisk na gorąco komentuje działania uznawane za sprzeczne z interesem mieszkańców. To jaskrawy przykład folwarku, jaki urządzono sobie w tej chwili “bawiąc” się emocjami mieszkańców, ale także beznamiętnie wyrzucając środki publiczne na inwestycje, mocno przeszacowane. Gdzie jest głos rozsądku radnych wobec cyrku, jaki urządził sobie Burmistrz – pytają poszkodowani.

Referendum ruszy lada dzień? Chętnych nie brakuje.

To moment krytyczny dla trzebinian, którzy od miesięcy coraz sceptyczniej odnoszą się do działań urzędu i radnych. Ten moment kiedy trzeba pokazać czerwoną kartkę nadszedł – mówią nie kryjąc swojego oburzenia. Widmo buntu społecznego jest mocno akcentowane. Wystarczyła iskra, żeby wywołać duży płomień – Na tę chwilę konsultujemy się z prawnikiem, chociaż wiemy, że procedury specustawy drogowej nie jesteśmy w stanie powstrzymać, to użyjemy innych narzędzi do pokazania swojego niezadowolenia aktualnej władzy samorządowej – dodają. W pierwszej kolejności zostanie wysłane zawiadomienie do Prokuratury i Regionalnej Izby Obrachunkowej, bo w oczach mieszkańców mogło dojść do popełnienia przestępstwa.

Do wyborów samorządowych jeszcze 2 lata, ale to za długo. W ocenie wyborców kasta i klakierzy – bo tak oficjalnie mówią poszkodowani, pokazała swoje prawdziwe oblicze.

Największym grzechem przebudowy jest wprowadzenie lewoskrętu

Decyzja o tym pociągnęła za sobą przykre w skutkach konsekwencje. To spowodowało zmianę formuły skrzyżowania zwykłego na skrzyżowanie skanalizowane. Konsekwencją tego są zmiany parametrów a przede wszystkim dużo większe szerokości. Wtedy pas ruchu nie wynosi 3,5 m tylko 4,5 do 5 metrów. W projekcie mamy dwa takie pasy. Gmina nie zanegowała projektu pomimo wiedzy o problemach z tym związanych. Miało być bezpiecznie, będzie widowiskowo. – Chcieliśmy uproszczone, niewymagające dużych nakładów rozwiązanie, które jest dostępne – dodaje Leszek Rejdych.

Jesteśmy mocno zaskoczeni postawą Pana Grzegorza Żuradziego, który pomimo zapewnień wsparcia naszych działań, ostatecznie poparł koncepcję, której wcześniej się sprzeciwiał – dodają rozgoryczeni mieszkańcy.

Miało być uspokojenie ruchu

Problemem skrzyżowania jest nadmierna prędkość kierujących pojazdami. Tutaj potrzeba ograniczenia prędkości. Pomysł, jaki pojawił się w międzyczasie, nie był przez nikogo artykułowany, a mowa o utworzeniu lewoskrętów. To w domyśle miało upłynnić ruch na wprost. – Przecież to absurd, nie ma żadnych korków, tym bardziej ruch w żaden sposób nie jest utrudniony, pomimo dużego natężenia – mówił na spotkaniu Leszek Rejdych. Wariacje, z jakimi mamy do czynienia nie będą miały wpływu na bezpieczeństwo tym bardziej spowolnienie prędkości. Poszerzenie drogi pozwoli na jeszcze większe szaleństwo kierujących.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.