Bolęciński Ośrodek Jeździecki Szarża – niedoceniona duma Trzebini

Bolęciński Ośrodek Jeździecki Szarża, duma Marii i Mikołaja Reyów, od przeszło 20 lat rozsławia Trzebinię. Teraz stajnia, która pod swą strzechą gościła najlepsze konie z całej Polski pomału się sypie i bez pomocy darczyńców grozi jej zamknięcie. Z Mikołaje Reyem, założycielem Szarży rozmawia Magdalena Balicka.

Od 20 lat prowadzi Pan jeden z najsłynniejszych ośrodków jeździeckich w Małopolsce. To z Pana inicjatywy, w 2004 roku zaczęto w Bolęcinie pod Trzebinią organizować Wszechstronny konkurs konia wierzchowego (WKKW) . Nosi Pan nazwisko słynnych przodków, o których młodzież uczy się w szkole. Co takiego się wydarzyło, że obecnie przeżywa Pan kryzys i za pomocą portalu internetowego zbiera pieniądze na remont stajni.

– Jednym z najważniejszych powodów było dobranie przed pięcioma laty niewłaściwego wspólnika. Sprzedałem 52 procent udziałów i przepłaciłem to zdrowiem oraz problemami finansowymi. Do dziś mamy kilka spraw sądowych. Nie chcę jednak zagłębiać się w ten temat. Kto oglądał przed trzema laty telewizyjny program Elżbiety Jaworowicz „Sprawa dla reportera”, w którym byliśmy bohaterami odcinka, ten zna temat  i moje nieszczęście.

A jak się zaczęła Pana przygoda z jeździectwem i kultywowaniem ułańskich tradycji?

– Byłem dzieckiem mieszkającym w bloku na krakowskim osiedlu. Zaczytywałem się w westernach i książkach przygodowych, gdzie konie nosiły swych bohaterów w nieznane. Babcia zapisała mnie wtedy do szkoły jeździeckiej. Od razu jazda konna przerodziła się w pasję. Potem skończyłem studia, zootechnikę , odbyłem praktyki w stadninie w Michałowie. W 1982 roku założyłem klub jeździecki – konną drużynę harcerską. Połączenie harcerstwa z jeździectwem było spełnieniem marzeń.

Pana żona Maria także jeździ konno. To konie Was połączyły?

– Poznałem Marię gdy prowadziła pod Krakowem własną stajnię. Wypożyczyła konie do filmów. Była też tak samo jak ja zakochana w jeździectwie. Kilka dni temu obchodziliśmy 30-lecie naszego małżeństwa. Nasz ślub był wyjątkowy, ułański. Przejechaliśmy przez Kraków piękną dorożką, zaprzęgniętą w cztery piękne, gniade konie.

Oboje kochacie zwierzęta, nie tylko konie. W Waszej stajni jest kilka kotów, psów, osiołek…

– Do niedawna także świnka wietnamska Pumba. Niestety niedawno odeszła i bardzo nam jej brakuje.

A ile koni przewinęło się przez Waszą stajnię od początku jej prowadzenia?

– Około dwustu. Najgłębiej w sercu noszę jednak pierwszego konia, klacz o imieniu Waleria. Kupiłem ją w 1982 roku, gdy miała trzy lata. Była jak członek naszej rodziny. Kilka razy była u nas w mieszkaniu. Pozwalaliśmy jej na wszystko. Przejechałem na niej około 20 tysięcy kilometrów  wędrując konno po Polsce. Rajdy konne były wtedy moją pasją. . Odeszła mając 33 lata.

Teraz rzadko jeździ Pan konno. Swe doświadczenie przekazuje młodemu pokoleniu.

– Moją największą dumą są zawodnicy, którzy trenują pod moim i Marii okiem. Michał Hycki jest w kadrze narodowej i dwukrotnie startował w mistrzostwach świata we Francji na koniu Moonshine . Sam udział w takim wydarzeniu to wielki sukces. Mamy też kilku innych wybitnych zawodników, którzy mają medale z finałów Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży w ujeżdżeniu i w WKKW oraz  w Mistrzostwach Małopolski.

Wróćmy na chwilę do WKKW. Dlaczego od kilku lat nie organizuje Pan ich w Bolęcinie? Przecież to Pan był inicjatorem tych zawodów.

– Poprzedni burmistrz odciął nas nie tylko od gminnej dotacji , ale także zabrał możliwość korzystania z terenu Gliniaka w Bolęcinie, gdzie trenowali zawodnicy. To był gwóźdź do trumny. Wtedy przekazaliśmy większość sprzętu zaprzyjaźnionej stajni w Facimiechu. No i wtedy podupadliśmy finansowo i byłem zmuszony odsprzedać swe udziały. Niestety to pogrążyło nas doszczętnie. Wierzę jednak, że Szarża odzyska jeszcze dawną świetność i wszystko uda się odbudować.